RSS
sobota, 07 września 2013

Ładne salony ale pracodawca kiepski. Zadzwoniono do mnie i zaproszono na rozmowę kwalifikacyjną. Umowa zlecenie, ¾ etatu, 11 zł brutto za godzinę.

Zgodziłem się. Umowę podpisałem do końca sierpnia bo już tak mają, że umowy zlecenia podpisują na każdy miesiąc.

Kilka dni przed rozpoczęciem się września dostałem nowy grafik – na wrzesień.

Wyglądało to tak: 1 września (niedziela) do pracy, dzień wolnego i od 3 września kilka dni pracy codziennie.

W niedzielę w pracy byłem, dzień wolny się  leniłem, 3 września poszedłem do pracy i dowiedziałem się, że też mam wolne. Usłyszałem powód. „Kasa na umowy zlecenia nam się skończyła”.

Nie wiem czy to prawdziwy powód czy nie. Mogli mnie jednak powiadomić o tym kilka dni wcześniej. Po co dali mi grafik na wrzesień? Pracownik, który dostaje grafik na nowy miesiąc raczej nie spodziewa się zwolnienia.

Na pocieszenie dali mi wejściówkę do kina. Miło z ich strony.

Praca to nie problem, znajdę kolejną. Mam tylko problem z Polskim busem. Zarezerwowałem już bilet do domu bo miałem w nowym grafiku 3 dni wolnego…

sobota, 03 sierpnia 2013

Kilka tygodni temu odwiedziłem targi kulinarne. Było niewielu wystawców, w sumie nie więcej niż 10 stoisk. Większość z książkami kucharskimi.

Mały stoliczek, kilka słoiczków z miodem, miska  z połamanymi waflami. Spróbowałem miodu z koniczyny. Porozmawiałem trochę z panią, która była przy stoisku.

Oprócz miodu były tam też napoje. Feihoa - to owoc rosnący w Nowej Zelandii, pochodzi z Ameryki Południowej, popularny też w Gruzji. Można było kupić sok 100%, kompot i napój gazowany. Jako iż stan mojego portfela nie jest najlepszy zdecydowałem się kupić półlitrową butelkę napoju gazowanego.

Jeżeli chcecie wiedzieć jak to smakuje musicie sami spróbować. Smak ciężko porównać do czegokolwiek. Mi skojarzył się trochę z gumą do żucia, którą żułem kilka razy będąc dzieckiem i z zapachem różowego długopisu dołączonego wiele lat temu do czasopisma z Kaczorem Donaldem.

Poniżej legenda znaleziona na etykiecie napoju:

Pan Bóg zgromadził wszystkie narody, aby podzielić między nimi świat. Każdy chciał być pierwszy, tylko Gruzini spokojnie czekali, a w między czasie rozpoczęli biesiadę. Tak długo biesiadowali, że nie zauważyli, że podział został zakończony. Jednak Pan Bóg zauważył tych rozśpiewanych ludzi. Przywołał ich do siebie, powiedział: "Ucztowaliście, gdy inni kłócili się i walczyli o ziemię. Szkoda mi was dlatego oddam Wam mały, ale najpiękniejszy skrawek ziemi, który chciałem zachować dla siebie."

W ten sposób Gruzini stali się właścicielami najpiękniejszego zakątka świata - aby się o tym przekonać należy odwiedzić ten kraj.

sobota, 22 czerwca 2013

Złożyłem cv na stanowisko doradcy klienta. Wydawało mi się, że to siedzenie za biurkiem i doradzanie klientom, ewentualnie odbieranie telefonów i odpowiadanie na wszelkie pytania.

Niestety. Okazało się, że mam chodzić od domu do domu i wciskać ludziom umowy, które mają podobno zrobić im lepiej. Wspomniałem o tym już w poprzednich wpisach jednak postanowiłem, że opiszę tu mój typowy dzień z pracy. Zapraszam do lektury :)

Najpierw jazda do biura. Tu jest nawet ok bo można się wyspać. W biurze należy być tak między 10:30 a 11. To zawsze jest umawiane poprzedniego dnia.

Pobyt w biurze jest dość krótki. W zależności co było wczoraj i co trzeba zrobić dzisiaj. Można kilka umów wklepać do kompa, można kompletować umowy. Takiej pracy nie jest dużo i wykonuje się ją raczej po to żeby nie siedzieć na darmo.

Jak już każdy weźmie sobie kilka egzemplarzy umów to idziemy do sali szkoleniowej. Tam omawiamy to co robiliśmy wczoraj u klientów. Analizowane są porażki, proponowane rozwiązania. Nieodłącznym elementem pobytu w "szkolenióce" są scenki. Dobieramy się w kilka osób (dwie lub trzy) i robimy przed sobą to co mamy robić przed klientem. Każdy mówi wstęp, prezentację produktu, odcięcie obiekcji i zakończenie. Reszta pilnie słucha, wciela się w rolę klienta, wyłapuje błędy...

Po kilku minutach scenek ustalane są cele na dziś, wybierane jest miejsce działania.

I ruszamy w teren. Od wyjścia z biura do dotarcia na miejsce mija około godziny. Później podział terenu więc faktyczną pracę zaczyna się około 13.

Jak długo pracujemy? Tak długo aż zrealizujemy cel. Możemy pracować nawet do 20:30. Chyba, że idzie fatalnie. Wtedy kończysz koło 18. Praca nie ma wtedy sensu bo jak ci nie idzie to ci się nie chce, nie masz motywacji, jesteś zniechęcony i po prostu pracujesz źle.

O zniechęcenie nie jest trudno. Czasami cały dzień można przechodzić na darmo. W tej pracy wiele zależy od farta. Czy trafi się ludzi, z którymi można podpisać umowę.

To nie takie proste. Ludzi nie ma w domach bo pracują albo wyjechali. Jak ktoś jest to np. osoba, która tylko wynajmuje mieszkanie lub właściciel, który licznik prądu ma na kogoś innego (licznik jest na byłego męża, który tu nie mieszka lub na mamę ale mama już nie żyje i oczywiście takie osoby nie miały czasu przepisać licznika na siebie). Oczywiście w domach są też osoby w podeszłym wieku, z którymi nie można nic załatwić.

Są też tacy, którzy się po prostu boją. Rozmawiają przez drzwi a nawet jeżeli otworzą to od razu zastrzegają, że niczego nie podpiszą. Czasami trzaskają drzwiami przed nosem, wyzywają od oszustów, straszą policją...

Znaczenie mają też umiejętności. Jak już znajdzie się osobę mogącą podpisać umowę trzeba bardzo dobrze odegrać przed nią prezentację. Czasami (zwłaszcza na początku) brakuje trochę pewności siebie, swobody.. Można zrobić wszystko idealnie i skopać to na samym końcu. Klient zada pytanie i jedno zająknięcie przy odpowiedzi może sprawić, że traci się zaufanie tego klienta. A klient nieufny nic nie podpisze. Wszystko trzeba śpiewać płynnie jak słowa hymnu lub kolędy. Wymagana jest pewność siebie i swoboda.

Do tego dochodzi czasem zła pogoda-chodzenie w deszczu od domu do domu nie jest relaksem.

Jeżeli chcesz podjąć taką pracę to zastanów się poważnie nawet 30 razy. Pamiętaj, że pensja zależy od ilości sprzedanego towaru. Firma, w która wzbogaciła mnie o takie doświadczenia sprzedawała prąd. Możliwe, że praca sprzedawcy innych produktów trochę się różni od mojej. Myślę jednak, że nieznacznie.

Podsumowując: to ciężki kawałek chleba. Są ludzie pracujący w tym od lat. Nie każdy się do tego nadaje. Ja już wiem, że się nie nadaję. Oczywiście kierownictwo powtarza tylko, że wszystkiego można się nauczyć. Pamiętaj jednak, że nie każdy jest dobrym matematykiem i nie każdy potrafi grać na fortepianie :)

Pozdrawiam

niedziela, 16 czerwca 2013

Kilka dni temu szedłem odebrać bilety na koncert. W czasie podróży zawsze myślę o czymś mało poważnym ale tym razem rozkmina była całkiem konkretna :)

Dlaczego odchudzanie? Dlaczego mówimy, że się odchudzamy kiedy próbujemy schudnąć?

Odrdzewianie to usuwanie rdzy.

Odcedzenie to usunięcie wody.

Czy nie lepiej mówić odtłuszczanie? Przecież mamy zamiar pozbyć się tłuszczu a nie "chudośći".

niedziela, 26 maja 2013

Nagle znalazłem się w altanie. Na działce. Stara, murowana altana. Na tej działce spędziłem większość dzieciństwa.

W pokoju nieład jak zawsze. Lekko zabrudzone ściany, odrapane meble, trochę innych gratów. Tak jak to na działkach w większości bywa. Ludzie znoszą tam wszystko to czego nie potrzebują w domu a jest to jeszcze na tyle dobre, że szkoda wyrzucić.

Stałem na środku pokoju. Miałem się przebrać chyba w robocze ciuchy. Zdjąłem spodnie i majtki. Gdzieś we tle przewinęła się moja ukochana. Stojąc w samej koszulce zapytałem czy chce jechać ze mną na Ukrainę. Zgodziła się. Zapytałem czemu skoro już razem nie jesteśmy i usłyszałem tylko, że musi pilnować mnie przed innymi dziewczynami.

Nagle usłyszałem, że moja mama zbliża się do altany, kroki było słychać coraz wyraźniej. A ja stoję w pokoju, w samej koszulce. Pomyślałem, że muszę się szybko ubrać ale kiedy mama była już naprawdę blisko pokoju zmieniłem zdanie. Pomyślałem, że mama może zobaczyć mnie stojącego prawie całkiem nago. Będę udawał, że to normalne, że wcale się nie wstydzę stać przy niej z penisem na wierzchu.

Mama weszła do pokoju. Zobaczyła mnie tak jak stałem. Nie robiła z tego wielkiej sensacji i szybko zaczęła normalną rozmowę. Zupełnie tak jakby widok moich jajek nie był dla niej czymś zaskakującym.

Zaczęła mówić o prądzie. O tym, że licznik jest przeniesiony do szafki. Otworzyła jedną z szafek i powiedziała żebym obejrzał nowy licznik. Podszedłem do szafki, kucnąłem i oglądałem licznik prądu. Rozmawialiśmy o liczniku jeszcze chwilę. Później powiedziałem, że muszę się ubrać. Mama zgodziła się ze mną i dodała, że przecież nie mogę jechać na Ukrainę nago.

Dawno nie miałem tak porąbanego snu. Zerwanie z dziewczyną, jazda na Ukrainę, gadanie z mamą będąc prawie całkiem nago.

Dziękuję Ci mój mózgu za przypomnienie o Dniu Matki ale bez przesady…

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10